czwartek, 13 kwietnia 2017

#15




Czasami zastanawiam się, jakie byłoby moje ostatnie życzenie na łożu śmierci. Czy poprosiłbym o włożenie do trumny mojej ulubionej czerwonej opaski czy raczej wolałbym zrobić sobie piękną, ostatnią, mocno przypałową focię? Cóż, w obliczu tego, co wydarzy się za kilka chwil, myślę, że chciałbym po prostu napisać list do ludzi, którzy żyją według tej samej filozofii, co ja - powiedziałbym im, żeby trzymali się XD i nie przejmowali się swoją innością, albowiem i tak wszyscy umrzemy.
A ja pewnie zrobię to prędzej niż później.
Bo wiecie, mój plan pogodzenia się z kumplami był - według mnie - genialny. Ale zaczynam wątpić, czy ziomki będą sądzić tak samo jak ja. Rzadko kiedy doceniają mój geniusz. Zdecydowanie, słuchając moich pomysłów, wolą przewracać oczami, śmiać się ironicznie lub wyzywać mnie od bezmózgich cweli.
- Richie, będzie dobrze. - Wellinga, zauważywszy moje wahanie, poklepał mnie po plecach, po czym sam wziął głęboki oddech i jako pierwszy wszedł do pokoju Wanka i Seva. Nie pozostało mi nic innego niż pójść w jego ślady. Dam radę!
- Wy tu po co? - Przywitał nas turbomiło Andreas. Siedział  na łóżku już przebrany w  piżamkę w dinozaury i czesał włosy swoją nową tangle teezer, którą ostatnio kupił od Kubackiego.
Po drugiej stronie pokoju Sev uniósł wzrok z nad czasopisma, które właśnie czytał. Pewnie też nie był zadowolony z naszych odwiedzin.
Nabrałem powietrza w płuca.
- Przebaczam wam. - Oświadczyłem dobitnie.
- Ty nam przebaczasz? - Zaperzył się Wank.
- Tak. Przebaczam wam to, że zbłądziliście i naraziliście naszą przyjaźń na szwank.
Andi Senior i Severin wpatrywali się we mnie jak Domen w podręcznik od pszyrki, a ich oczy przypominały spodki. Pięknie, czy znowu powiedziałem coś nie tak?
- Richard, co ty znowu wymyśliłeś? - Westchnął z irytacją Freund, po czym odłożył na nocną szafkę gazetę i całkowicie skupił się na mojej osobie.
- Zrozumiałem, że każdy ma prawo popełniać błędy, a że wy korzystacie z tego prawa częściej... To nic. Wybaczam wam. Nie lubię się z wami kłócić i chcę, żebyście znowu byli moimi przyjaciółmi. A na znak mojej sympatii do was przygotowałem niespodziankę...
I wtedy - z idealnym wyczuciem czasu - Conchita zapukała do drzwi. Welli jej otworzył, a Andreasowi i Severinowi kopary opadły z wrażenia. I kto tu jest królem niespodzianek, co?
- Słyszałam, że ktoś tu chce mnie poznać. - Zaświergotała słodko piosenkarka, po czym weszła do pokoju, roztaczając wokół siebie aurę zajebistości i sławy. - Wasz milusi kolega i ten przeuroczy chłopiec zdradzili mi, że jesteście moimi fanami. Mam nadzieję, że nie macie im tego za złe. I że nie przeszkadza wam to, że wybrałam tak późną porę na odwiedziny. - Uśmiechnęła się iście hollywoodzko.
Chłopcy przez chwilę gapili się na nią jak Daniel Andre Tande w swoje kombinezony, po czym zerwali się na równe nogi z entuzjastycznymi zapewnieniami, że Conchita jest bardzo miłym gościem i że cieszą ich jej odwiedziny. Wank zrzucił z krzesła swoje brudne majtasy, po czym zaproponował, by Austriaczka sobie chwilę spoczęła, natomiast Sevi podał jej szklankę wody oraz otworzył paczkę mannerów z limitowej edycji, którą przechowywał na jakąś szczególnie ważną chwilę. Widocznie spotkanie kobiety z brodą zajmuje bardzo wysokie miejsce na freundowej liście szalenie doniosłych chwil, które Rudy zapamięta do końca życia.
- Wiecie. - Zaczęła Conchita, krzyżując nogi. - Doszły mnie plotki, że wasza drużyna przeżywa kryzys. - Piosenkarka cmoknęła z niezadowoleniem. - Nie wiem, czy ja, jako Austriaczka, mogę wam pomagać, ale cóż, jestem ponad wszelkimi podziałami. I chciałam wam tylko powiedzieć, że szkoda życia na bezsensowne kłótnie. Więc przytulcie się, dajcie sobie buzi, cokolwiek i miłujcie się. Okej?
- Noo... - Severin zamyślił się. - W sumie to masz rację. Zresztą zaczyna ciążyć mi ta kłótnia z Richardem.
Wiedziałem, że Sev nie da rady długo się na mnie złościć. W końcu musiał zauważyć dziurę, jaka została w jego życiu po mojej jakże wiele wnoszącej obecności.
- A mi się nudzi, gdy tylko Seva mogę przytulać. - Wyznał szczerze Wank. - Richie, Welli... Zgoda?
Przyznaję, wzruszenie wzięło górę i dlatego w odpowiedzi po prostu rzuciłem się w wankowe ramiona. To samo zrobili Wellinga i Severin, dzięki czemu Andreas Senior cieszył się jak Walter na jury meeting. Wiecie, grupowe przytulasy to coś, co Wanki lubią najbardziej.
- Bajecznie! - Zaklaskała żywo Conchita, po czym opuszkiem palca starła z kącika oka łzę wzruszenia. - Piękny moment!
- Conchito... - Zaczął poważnie Andreas Senior. - Czy podpiszesz mi się na mojej masce do włosów?
- A potem zrobisz sobie z nami zdjęcie? I możemy nawet - Severin posłał mi znaczące spojrzenie - zrobić miny na króla XD. - dodał litościwie. Wiedziałem, ile to go kosztowało, dlatego posłałem mu szeroki uśmiech, w środku ciesząc się jak małe dziecko. Teraz ta chwila była i dla mnie tak szczególna, że mógłbym z tej okazji otworzyć flaszkę wódki, którą dostałem od polskich wyznawców mojej religii.
- Oczywiście. - Zgodziła się Conchita, po czym trzasnęła autograf na ulubionym kosmetyku Wanka i strzeliła sobie z nami zdjęcie.
Tylko dlaczego musiała objąć mnie do tej foty? Czułem się naprawdę nieswojo.
- Nie spinaj się tak. - Szepnęła mi na ucho, na co momentalnie się zaczerwieniłem. Piosenkarka zaśmiała się głośno, po czym pogłaskała mnie po głowie. - Słodziutki, tylko sobie z ciebie żartuję.
Przewróciłem oczami. Mam nadzieję, że moi frajerzy są świadomi tego, jak bardzo się dla nich poświęcam.
- Grüß Gott, niemieckie mordki!!!
Wszyscy byliśmy zaskoczeni, gdy do pokoju wpadł roześmiany Stefan Kraft. Austriak po kolei nas do siebie przytulał (co spodobało się tylko Wankowi), choć miał delikatne problemy z koordynacją i śmierdział jak gorzelnia.
- O, nasze dobro narodowe! - Conchita została przytulona dwa razy mocniej (co zasmuciło Wanka, gdyż jeśli chodzi o przytulasy, Andi jest strasznie zazdrosny). Kraft nabrał powietrza w płuca, po czym zaczął śpiewać Rise like a phoenix, co pewnie usłyszał cały hotel i co spowodowało, że wszystkie okna w budynku powypadały z ram. Dzięki temu pewnie też znalazł Stefana Hayböck, który chwilę po refrenie wszedł do naszego pokoju ze wstydem wypisanym na twarzy.
- Przepraszam was za niego, trochę za bardzo się odstresowywał przed jutrem. - Tłumaczył swojego psiapsie Michael. - Nie wiem, co mu wpadło do głowy.
- Każdy musi kiedyś przejść przez etap bycia Harri'm Olli'm. Nie przejmuj się, to mu minie. - Pocieszył Austriaka Wellinga, aczkolwiek Michael nie wyglądał na przekonanego. Blondyn złapał swego kompana za fraki i razem wyszli nawet się nie żegnając.
Cóż, to było dziwne.
Ale jak już ostatnio wspominałem, Austria jest powalonym krajem, a jej mieszkańcy nie mają równo pod sufitem. Co widać na załączonym obrazku.
- Też będę się zbierać. Cudownie było was poznać. I nie kłóćcie się już. - Conchita uśmiechnęła się szeroko, po czym zaczęła nas po kolei przytulać na pożegnanie. - Ciao, cukiereczku. - Objąwszy mnie, ucałowała mój policzek, po czym jeszcze dodatkowo puściła do mnie oczko.
A ja tylko stałem jak skamieniały, nie wiedząc jak się zachować. Czułem jak rumieńce wpełzają mi na policzki, a za plecami słyszałem jak kumple powstrzymują śmiech.
- Bye! - Wurst pomachała nam jeszcze, po czym wyszła z pokoju. Kiedy tylko zamknęły się za nią drzwi, chłopcy wybuchli głośnym rechotem.
- Cukiereczku! Ty słodziaku! Ajajajjajaj!

XDXDXD

Życie powoli wracało na odpowiednie tory. Miałem z kim rozmawiać nawet na dziwne tematy, Wank znowu mnie przytulał, nawet trener zauważył, że ma o jednego podopiecznego więcej. Tylko Wellinga każdego ranka i każdego wieczoru stawał przed lustrem i przez dobre pół godziny przyglądnął się sobie w lustrze, czujnie wypatrując na swojej twarzy pierwszych oznak dojrzewania. Bałem się tego, co wymyśli tym razem. Był już Welli-buntownik i Welli-filozof. Co będzie następne? Welli-narcyz? Welli-blogerka urodowa?
- Chciałbym już stąd wyjechać. - Rzekł smutnym tonem Andreas Junior, opadając na swoje łóżko.
Zaśmiałem się.
- Czyżby recepcjonistka ci się narzucała?
Wellinga westchnął głośno.
- Niestety miałeś rację. Podobam się kobietom. Ale wiem, że one chcą tylko mojej cnoty. - Ból w jego głosie sprawiał, że aż zrobiło mi się żal tego dzieciaka. - Ottilie nie rozumie poezji w ten sam sposób, co ja. Ona nie chce ze mną interpretować wierszy Schillera ani dyskutować na temat "Iliady". Ona chce... cóż, chce czegoś innego. - Andi ponownie westchnął. - To była najgorsza randka świata.
- Wiesz, na ogół na randkach nie odrabia się zadań z niemieckiego i nie pisze się rozprawek. Kiedyś to zrozumiesz, mój malutki. - Powiedziałem ojcowskim tonem, kiwając przy tym głową w ten ojcowski sposób. Teraz przeraziłem samego siebie. Poważnie, czy dłuższe przebywanie z Wellingą uruchomiło mój instynkt rodzicielski? Jestem za młody na dzieci. Zresztą mając potomka, moje notowania na matrymonialnej giełdzie stanowczą spadną i wszystko, co mi zostanie to niewinne flirty w parku z młodymi matkami, które będę zachwycone facetem samotnie opiekującym się swoim dzieckiem i zabierającym je na spacery.
- Jejku, Richie, gdzie znowu odpłynąłeś? - Wellinga rzucił w moją stronę poduszką. - Czasami naprawdę cię nie rozumiem.
- Wielkich myślicieli nikt nie rozumie za ich życia. - Skwitowałem. - Idę się przewietrzyć. - Ubrałem kurtkę, buty i czapkę, po czym wyszedłem z pokoju i skierowałem swoje kroki ku windzie. Chciałem pobyć przez chwilę sam i pozbyć się z głowy głupich myśli. Doprawdy nie wiem, co ostatnio się ze mną dzieje, ale nie jest to nic przyjemnego. Czuję się jak sentymentalna buła, jakbym był jakimś rozmemłanym typem, a przecież nie ma nikogo gorszego od rozmemłanego typa. Facet musi mieć charakter, musi czymś się odznaczać, wyróżniać się z całej masy rozmemłanych typów.
Czy ja tracę swoje wewnętrzne XD?
Czy ja zaczynam odczuwać normalne potrzeby zwykłych ludzi takie jak rodzicielstwo? Czy to pora się ustatkować?
Nigdy nie przypuszczałem, że takie myśli przejdą kiedykolwiek przez moją głowę. Koniec świata jest już blisko.
- O nie. - Gdy wszedłem do windy, ciche syknięcie przywołało mnie do rzeczywistości. W kabinie znajdowała się młoda kobieta, która najwidoczniej nie była zadowolona z mojego towarzystwa. Dlaczego? Pewnie miała nierówno pod sufitem. Nie widzę innego powodu, przecież jestem wspaniałym kompanem. A poza tym kontemplacja nad moją urodziwą twarzą to idealny sposób na zabicie czasu podczas takiej podróży windą.
Hmm. Uniosłem nieznacznie brwi, przyglądając się dziewczynie. Miała krótkie, czarne włosy i jasną cerę, na której widocznie odznaczało się kilka uroczych piegów. Błysk gniewu w jej szarych oczach wydawał się natomiast być znajomy i byłem niemalże pewien, że już kiedyś ktoś patrzył się na mnie w identyczny sposób. Tylko w jakiej sytuacji?
Zaraz. Czy to... niemożliwe!
- Już cię kiedyś wkurzyłem, prawda? - Zapytałem prosto z mostu, na co brunetka parsknęła ostentacyjnie, po czym wywróciła oczami. Cóż, była bardzo wkurzona.
A z wkurwem było jej wyjątkowo do twarzy.
Aż mi serce mocniej zabiło.
- Bawiąc się w żigolaka, prawie złamałeś mi rękę. W Bischo. Po finale TCS-u.
- Aaa, to ty. Cześć. - Wyszczerzyłem zęby, niemal od razu besztając się w myślach za swoją infantylną odpowiedź. Musiałem zabrzmieć jakbym faktycznie był pewnym siebie, zimnym dupkiem łamiącym kobietom serca.
W tym przypadku kości.
- Jak ramię? - Zagadnąłem, przybierając zatroskany wyraz twarzy i próbując zmyć niekorzystne pierwsze wrażenie.
W odpowiedzi brunetka, jak można było się spodziewać, prychnęła.
- W porządku.
- Cieszę się.
Dialog życia. Ciekawe, czy za każdym razem będzie mi odpowiadać z tak potężną dawką gniewu. W końcu przecież nic takiego jej nie zrobiłem, prawda?
A może jednak?
- Słuchaj, wcale nie chciałem się wtedy z tobą przespać. - Rzekłem dość nieporadnym tonem. Nie wiem czemu, ale jakaś część mnie pragnęła, by kobieta mnie, cóż, polubiła. - Nie chodzi o to, że jesteś nieatrakcyjna, bo jesteś piękna, ale wtedy Apoloniusz Tajner kazał mi poderwać inną dziewczynę, tylko stchórzyłem i uciekłem, i wtedy na ciebie wpadłem, a Apollo zaczął wygadywać jakieś bzdury. Ale ja taki nie jestem. W sensie nie wyrywam na imprezach lasek, nie zaciągam ich do łóżek, nie wykorzystuję ich. Nie wiem, co mi wtedy odbiło. Wirklich. Chwilowe zaćmienie mózgu.
Dziewczyna patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami, z trudem próbując nie parsknąć śmiechem.
- Po pierwsze, nie pogrążaj się. Po drugie, chyba cały czas masz zaćmiony mózg.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale nie potrafiłem znaleźć żadnych odpowiednich słów. I gdy tak stałem z otwartymi ustami, przeszukując w duchu swój ogromny zasób słów, winda się zatrzymała, coś piknęło i drzwi się otworzyły, a brunetka wyszła z kabiny. Poszedłem za nią, bo przecież nie mogłem znowu pozwolić jej odejść. Najchętniej spędziłbym z nią już wieczność, razem wychowując piątkę dzieci i prowadząc Ferienhaus Freitag.
Kurde, co?
CO?
Mózgu, hamuj piętą.
Słowo daję, przedawkowałem Welingę.
- Hej, ale powiesz mi chociaż jak masz na imię?
Brunetka odwróciła się w moją stronę i raczej nie była zadowolona z tego, że przyczepiłem się do niej jak rzep psiego ogona. Cóż, może jeszcze nie poczuła tego dzikiego szczebiotania motyli w brzuchu, ale jestem pewien, że to tylko kwestia czasu.
- Ale dasz mi święty spokój?
Pokiwałem gorliwie głową, krzyżując za plecami palce. Chyba ją pogięło, jeśli myśli, że jej odpuszczę. Przecież jest dziesięć na dziesięć!
- Ines. - Podała mi rękę, którą ochoczo uścisnąłem.
Jejku, co to za dreszcz?
- Richard.
- Miło. A teraz pozwól, że pójdę trochę popracować. - Ines kiwnęła głową w stronę grupy austriackich skoczków tłoczących się na korytarzu.
Ze zdziwieniem uniosłem brwi.
- Pracujesz w austriackim sztabie?
- Genau. Jestem asystentką Kuttina.
Och, więc sprawa jej okropnego akcentu się rozwiązała.
- Więc jesteś...
- Austriaczką? Tak. - Ines wywróciła oczami. - Cześć. - Posłała mi ironiczny uśmiech, odwróciła się na pięcie i podeszła do skoczków.
A ja poczułem się, jak przekuty balon. Kiedy wreszcie spotykam kobietę, która mogłaby zawrócić mi w głowie, ona okazuje się być Austriaczką. Wunderbar. Pamiętacie, co pomyślałem, gdy tylko wszedłem do windy? Tak, że brunetka najpewniej ma nierówno pod sufitem. Co tylko potwierdza moją teorię dotyczącą ludzi z Austrii.
A ja bardzo bym nie chciał polubić kogoś tak pochrzanionego.
Słyszysz, serce, możesz przestać bić tak szybko.


XDXDXDXDXD

Po pierwsze gratuluję tym, którzy nie wystraszyli się Riczów z nagłówka i w pośpiechu nie wyłączyli przeglądarki albo nie wyrzucili komputera za okno, tylko dzielnie przewinęli dalej i przeczytali rozdział. Twardziele z Was!
Po drugie życzę Wam mile i spokojnie spędzonych świąt, żeby zajączek był hojny, zdrówko dopisywało, uśmiech nie schodził z twarzy, a cierpliwości zawsze było sporo. Żebyście śladem Ricza potrafiły czerpać radość z prawie każdej życiowej sytuacji - nawet jeśli przyrżniecie o coś głową. Bądźcie urocze jak Wellinga, miejcie zdrowe włosy jak Wank, czasem dajcie się ponieść szaleństwu tak jak Sevi kadarce. KC bardzo!
No i oczywiście niech XD będzie z Wami!
Wesołych Świąt!