środa, 27 grudnia 2017

danke zu sagen ist zu wenig


Kochane,
chciałam Wam dzisiaj podziękować za to, że byłyśmy ze mną podczas mojej przygody z blogowaniem; za Wasze komentarze, miłe słowa, oparcie, kiedy wątpiłam, czy to wszystko ma sens. Nieraz zauważałyście w moich opowiadaniach rzeczy, na które sama nie zwróciłam uwagi, co niesamowicie mi samej pomagało zrozumieć własnych bohaterów oraz kwestie, które poruszałam. Wierzę, że było warto pisać te wszystkie głupoty; rozwijanie siebie, chwilowy odpoczynek od życia i samej siebie, cudowna zabawa, przyjaźnie i znajomości, które zawarłam dzięki temu, że kiedyś postanowiłam opublikować pierwszy post na SMSKAK... Tak, wierzę, że było warto.
Jednak każda przygoda kiedyś się kończy. Od dawna ta myśl we mnie żyła, ale odpychałam ją od siebie, bo przecież kochałam pisać o psycholach i relaksowało mnie to jak nic na świecie, bo Wellinga wciaż czeka aż zrymuję mu najważniejszą część, bo pomysł na kometki zamiast zniknąć jeszcze bardziej wlazł mi do serca. Wciąż mam w głowie pełno scen, z którymi chciałabym się z Wami podzielić, ale czuję, że pisanie tych wszystkich opowieści nie jest już tym, czym było kiedyś. Rzadko już otwieram Worda, bo gdy to robię czuję jedynie niechęć i pustkę. Nie tędy droga. A poza tym, naprawdę już czas dorosnąć.
O nie, tylko nie rycz, Cam.
Trochę jestem dumna ze swoich opowiadań. Bardzo miło wspominam czas spędzony najpierw na onecie, a potem na blogspocie. Cieszę się, że mogłam być częścią tego świata. Że oprócz możliwości publikacji swoich wypocin dostałam szansę na poznanie Was i Waszej twórczości. Za część, która jeszcze pisze trzymam mocno kciuki, a części, która już skończyła "karierę" mówię: DZIĘKUJĘ.
Jasne, boli mnie serce na myśl, że dzisiaj po raz ostatni kliknę tutaj "Opublikuj", że już nigdy nie napiszę nowego rozdziału o królu XD i jego religii (aczkolwiek myślę, że Ricz jest już gotowy by samemu nieść Dobrą Nowinę), ale to dlatego, że jestem sentymentalną bułą. Bo to dobra decyzja, by odejść z blogspotów.

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję. Wasza obecność była nieoceniona. KC! I do zobaczenia! :D




piątek, 24 listopada 2017

#17





Dzień zaczął się obiecująco. Wstałem jeszcze przed budzikiem, a moje włosy układały się obłędnie jak zawsze. W środku, tam, gdzie każdy normalny człowiek ma serce, czułem przyjemny chłód - Ricz, zimny drań, wreszcie wrócił. Będę bezwzględny, przecież nie mam żadnych uczuć wyższych. Na co komu miłość, na co komu uczucia? Bez nich życie jest łatwiejsze, hasztag potwierdzone info. Może powinienem wprowadzić do XDeizmu celibat uczuciowy? To chyba całkiem zacna idea.
O jeżu w morelach, zostanę dzisiaj mistrzem świata w lotach! To ten dzień, a ja mam tę moc!
Tak, zdecydowanie byłem w wyśmienitym humorze, a przynajmniej do momentu, w którym w hotelowej kantynie nie spotkałem Ines.
Coś ścisnęło mnie w dołku, gdy spuściłem wzrok, przechodząc obok stolika, przy którym śniadaniowali Austriacy. Uparcie wpatrywałem się w podłogę, byle tylko nie zerknąć na Ines. Niech nie myśli, że mnie obchodzi. A co ważniejsze, niech moje serce tak nie myśli.
Cóż, chyba straciłem cały apetyt.
Dosiadłem się do moich kumpli z drużyny, którzy przyglądali mi się podejrzliwie. Zignorowałem to i zająłem się swoim kubkiem kawy. Kofeinka, mhmm.
- Jak tam nasz Romeo? - Zagadnął w końcu Wank wesołym głosem.
Z nad kubka posłałem Wellindze i Freundowi nienawistne spojrzenie. Co za plotkarze! Jasne, do szczęścia brakowało mi tylko tego, by cała drużyna się ze mnie śmiała.
Nie żeby nie robiła tego przez, hmm, cały czas.
- Ponoć okazało się, że twoje serce to nie kawałek lodu. - Kontynuował dalej Wank, żwawo smarując maślanego rogalika dżemem. - Ty masz uczucia!
Przewróciłem oczami.
- Na chwilę straciłem rozum, ale mogę ci przyrzec, że wszystko jest już w porządku i nikt nie jest w stanie ruszyć mojego oziębłego serca. - Rzekłem z dumą.
- Richard, naprawdę myślisz, że tak będzie najlepiej? - Freund wyglądał na zatroskanego. - Naprawdę nie chcesz spróbować?
- Nie. - Uciąłem krótko. Nie zamierzam się więcej kompromitować. Ani zajmować się czymś innym niż skokami, wyśmiewaniem się z Wellingi i czczeniem XD. Nie pozwolę, aby cały mój świat się zmienił wyłącznie dla jakieś, pff, Austriaczki. Miłość? A po co to?
- Może mógłbyś jeszcze raz z nią pogadać? Nauczę cię bardzo ładnego cytatu Szekspira. - Wellinga uśmiechnął się w moją stronę.
- Nie, dziękuję. - Odparłem twardo. - A skoro o Szekspirze mowa, jak się miewa Ottilie, Andi?
Wellinga zarumienił się po koniuszki włosów, po czym napił się swojej ziołowej herbatki, ewidentnie próbując zamaskować własne zawstydzenie. Uparcie unikał mojego wzroku.
A to znaczyło tylko jedno.
- O słodkie XD, Wellinga zaruchał! - Krzyknąłem tryumfalnie. - Wreszcie stałeś się mężczyzną.
Chłopcy wybuchli śmiechem i zaklaskali, jedynie Andi wyglądał tak, jakby chciał się zapaść pod ziemię.
- To nie tak. - Wyjąkał niepewnie. - My się tylko całowaliśmy. A Otille wepchnęła mi rękę w spodnie, czym skala moją niewinność.
- Zmacałeś jej chociaż cycki? - Zapytał wprost Wank.
- Oczywiście, że nie!
Entuzjazm szybko nas opuścił. Jednakże miło jest wiedzieć, że w naszej drużynie jest większy frajer niż ja.
- Czuję się strasznie brudny. - Wyznał cicho Andi. - Mutti nakaże mi iść na klęczkach do Watykanu, jak się dowie.
- Andreasie, o takich sprawach nie rozmawia się z matką. - Wyjaśnił młodemu Sev.
- A ja polecam waszej rodzinie przejście na XDeizm. Tam można się ruchać bez obawy, że rozłościcie miłościwie XD. - Dorzuciłem z uśmiechem, sugestywnie unosząc brwi. Nie ma to jak porządny PR!
I zrobiłem błąd, gdyż cała uwaga znowu skupiła się na mnie.
- I kto to mówi? - Mruknął ironicznie Wank.
- Ktoś, kto sam nie chce ruchać.
- To nie tak. - Zaoponowałem. - Mogę się puszczać, ale nie mogę kochać. Czy to tak trudno zrozumieć? - Fuknąłem ze złością.
- Richie, ciebie na ogół trudno zrozumieć. - Rzucił z troską Sev, a ja znowu poczułem się jak największy debil tego świata.
Niby chcę prowadzić ludzi przez życie i wskazywać im właściwą drogę, ale jak mogę dobrze to robić, skoro jestem jednym, wielkim bałaganem? Jak mam być dla kogoś ostoją, gdy sam chwieję się na nogach?
Może to wszystko, cały ten XDeizm, Ines, skoki, może to wszystko nie jest dla mnie?
Naprawdę zwątpiłem.

XDXDXD

No i nie zostałem mistrzem świata. Ale klapa. Ostatnio nic mi nie wychodzi. Jeszcze jedno niepowodzenie i naprawdę uwierzę, że nie nadają się do niczego.
Aczkolwiek przegraną gorzej i tak zniósł Freund. Jeśli jest coś, czego nienawidzi ten pełen przyjaźni i miłości człowiek, to jest tym przegrywanie z Peterem Prevcem.
- Wygrał, bo papra się czarną magią, wielkie mi co. - Fuknął Severin, przytulając do siebie jedyną rzecz, która mogła teraz ukoić jego zszargane nerwy. Mowa oczywiście o butelce bułgarskiego wina. - Bez tego nie skoczyłby nawet stu metrów.
- Góra powinna tym się zająć, zamiast ciągle dyskwalifikować Zografskiego. - Pokiwał głową Wank. - Myślicie, że Prevc ma jakiś układ z Hoferem?
- W tym skorumpowanym świecie wszystko jest możliwe. - Orzekł Stephan, łapiąc za flaszkę wódki i rozlewając do kieliszków kolejną kolejkę.
- Poszedłbym na melanż z Conchitą. Szkoda, że tak szybko wyjechała. - Westchnął Severin.
- Na szczęście chyba. - Bąknąłem, czerwieniąc się na samo wspomnienie naszego ostatniego spotkania.
Chłopcy zarechotali, najwyraźniej przypominając sobie tą samą sytuację, co ja. Zabawne.
- Pomyśl o tym w ten sposób - zaczął Wank. - Przynajmniej gdzieś na świecie jest ktoś, kto na ciebie leci i czego wciąż nie zepsułeś.
Oh super. Brakowało mi dzisiaj do pełni szczęści tylko wypominania mi tego, jakim zajebistym Casanovą jestem.
Bardzo chciałbym obchodzić Ines. Ale jestem totalnym przegrywem, na którego nigdy nie spojrzy z uznaniem. No bo czym ja jej niby mogę zaimponować? Powiedzmy sobie szczerze, imponujące mam jedynie brwi, nic więcej.
O słodki Apolleńku, więcej wódki.
- Nie rozmawiajmy o moim życiu uczuciowym. - Mruknąłem, łapiąc za kieliszek wódki. - Zdrowie.
Przechyliliśmy kieliszki. Nawet Wellinga dzisiaj pił. Chyba uznał, że alkohol dobrze zrobi jego wenie i dzięki temu będzie równie wielkim pisarzem jak Goethe.
Albo chciał upić się do nieprzytomności, by choć na chwilę wyprzeć z umysłu wszystkie brzydkie rzeczy, jakie robiła z nim Ottilie. Ganz egal.
Generalnie kilka kolejek później, wszyscy byliśmy nieźle zamroczeni alkoholem, ale jakoś nie obchodziło nas to, że na porannym treningu dostaniemy niezły opierdol od trenera.
Yolo, jak to mówią.
- Richiiii! - Pisnął Wellinga, przytulając się do mojego ramienia. - Nie przejmuj się, że każdy się z ciebie śmieje. I tak jesteś najlepszy w łacinie. KC!
- Alkowyznania? - Leyhe uniósł brew, śmiejąc się z Wellingi. - Lepiej go pilnujmy, bo jeszcze pójdzie zgrzeszyć z Ottilie.
Wellinga skrzywił się, po czym jeszcze mocniej się do mnie przytulił. To było odrobinę dziwne, ale w sumie nie obeszło mnie to. W tym momencie nie obchodziło mnie nic, co nie było przeźroczystą, palącą w przełyk cieczą w kieliszku.
No dobra, coś mnie obchodzi. A raczej ktoś. I czas stanąć z tym faktem twarzą w twarz. Zakochałem się i, na święte XD, nie potrafię i nie chcę tego zmieniać.
Aż ulżyło mi na żołądku. Cudowne uczucie.
Czas zacząć działać, a nie użalać się nad sobą jak Kraft nad swoją mordą.
Wstałem, z trudem wyplątując się z mocnych objęć Wellingi.
- Richie, gdzie idziesz? - Zapytał Sev, ani na moment niewypuszczający z rąk swojej bułgarskiej miłości.
- Andi nie chce zgrzeszyć, ale ja bardzo chętnie. - Odparłem, kontrolując swój wygląd w lustrze. Czy powinno mnie zaniepokoić, że wyglądam na pijanego i zdesperowanego?
- Z Ottilie?! - Oburzył się Wellinga. Co za pies ogrodnika.
- Nie.
I poszedłem. O rety. To się źle skończy.

XDXDXD

Nie zawahałem się, gdy stanęłam przed drzwiami Ines, tylko żwawo w nie zapukałem. Zwątpienie przyszło w momencie, gdy brunetka wyłoniła się ze swojego pokoju w puchowym szlafroku i z potarganymi włosami oraz (a raczej przede wszystkim) z porządnym wkurwem wymalowanym na pięknej twarzy.
Ale jak powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. A ja przecież jestem odważny. I szalony. Bardzo szalony.
- Cześć. - Okej, to może nie było szalone ani imponujące.
Ines jeszcze bardziej się zagotowała.
- Mogłam się ciebie spodziewać. - Burknęła, ciaśniej owijając się szlafrokiem, spod którego wystawała urocza piżama w renifery.
Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu, mając nadzieję, że moje osławione dołeczki w policzkach trochę ją udobruchają. I podbiją jej serce. I sprawią, że nogi się pod nią ugną.
Chyba przesadziłem z wódą dzisiaj.
- Elokwentny jak zwykle. - Zadrwiła.
- Przyszedłem powiedzieć ci jedną rzecz. Jesteś super. - Rzekłem z powagą, nie odrywając wzroku od jej oczu. Na chorągiewkę Schustera, mógłbym patrzeć na Ines latami, a mimo to nie znudziłaby mi się jej twarz. Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem, co nią jest. - I musisz zrozumieć powagę sytuacji. Moje wyznanie łamie zasady XDeizmu, które dzisiaj ustanowiłem. Jednakże chyba nie umiem żyć bez uczuć, a przynajmniej nie, póki jesteś w pobliżu.
Brunetka była zszokowana, chyba tak bym to opisał. Patrzyła na mnie oczami okrągłymi niczym spodki, zapewne w myślach przypominając sobie numer do jakiegoś dobrego psychiatry.
- XDeco? O czym ty znowu pieprzysz? - Westchnęła, opierając się o framugę drzwi. - Nigdy nie spotkałam tak pokręconego kolesia, przysięgam. I jesteś super, co to miało być?
- Komplement. Nie zadziałał?
Austriaczka parsknęła śmiechem.
- Ręce i cycki opadają nad twoją głupotą. Wiesz co? Myliłam się. Całkowicie się myliłam. Nie jesteś żadnym typowym sportowcem-Casanovą. Przecież ty zupełnie nie umiesz wyrywać lasek.
- Właśnie, że umiem! - Zaoponowałem gniewnie. Może i mi się podoba, ale nie znaczy to, że może podważać moje flirciarskie kompetencje. Z pomocą czyich dobrych radach Wellinga podbił serce recepcjonistki, co?
(Okej, to był Szekspir, nie ja, ale cii!)
- Naprawdę?
- Naprawdę. I bardzo ci się nie spodoba to, co teraz zrobię.- Powiedziawszy to, zniwelowałam dzielącą nas przestrzeń, jedną ręką ująłem ją za kark, a drugą objąłem w pasie, po czym najzwyczajniej w świecie pocałowałem Ines. I wiecie, co ona zrobiła? Ano oddała pocałunek!
Ricz vs Ines 1:1, ha!
Ten pocałunek dosłownie wstrząsnął moim światem, miliony małych, XDeizmowskich aniołków o bujnych brwiach odśpiewało w mojej głowie głośne "Alleluja", a serce biło mi tak mocno, że bałem się, że zaraz dostanę przewlekłego zawału. Najlepsiejsza chwila w moim życiu. Echt.
Ines wplątała dłonie w moje włosy, mocniej mnie do siebie przyciskając. Pachniała słodko jakimś owocowym żelem pod prysznic, a jej usta były tak miękkie i tak bardzo pasowały do moich. Pewnie Wellinga znalazłby na to doznanie bardziej patetyczne i romantyczniejsze słowa niż , ale cóż, jestem tylko sobą.
Doskonałym sobą.
Którego Ines całuje.
O rety. Wciąż w to nie wierzę.
Czy ja naprawdę wspominałem dzisiaj coś o celibacie uczuciowym?
- Jezu, nie. - Ines gwałtownie mnie od siebie odepchnęła, po czym nawet nie patrząc mi w oczy, weszła do swojego pokoju i mocno zatrzasnęła za sobą drzwi.
Nic nie rozumiałem, zupełnie nic. W jednej chwili wszystko Hofer strzelił. I poczułem to nawet tam, gdzie każdy normalny człowiek ma serce.
A więc tak wygląda złamane serce, co?


XDXDXDXDXDXDXD

O Apolleńku, jak ja to kocham XD
Przywaliłam sobie w czoło za ten rozdział, przysięgam, jestem za stara, by pisać takie rzeczy, ale XD. Nic tak nie odmóżdża, nic.
No i pojawił się znany u mnie schemat, nie wiesz, co pisać, więc upij skakajców. Ale pamiętajcie, skakajce to abstynenci!!1!
<3


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

#16




Oto nadeszła chwila, która miała nigdy nie nadejść. A jednak życie lubi zaskakiwać, a ja, no cóż, nie jestem nieomylny. Dlatego muszę to powiedzieć tu i teraz, szybko i niewyraźne, przyznać się do tej jednej wady, a potem jak najszybciej wszyscy o tym zapomnimy i znowu będę cudowny i najlepszy.
Otóż, co tu dużo mówić, nie umiem pisać rymem.
I już. Poszło. Ale jakoś nadal ciężko mi na żołądku, ręce drżą, a ze wstydu wręcz nie mogę złapać oddechu. Pierwszy raz w życiu musiałem przyznać, że nie potrafię czegoś zrobić, to nie jest fajne uczucie. Czuję się jak najgorszy frajer. Pewnie tak właśnie wygląda całe życie Wanka. Nie zazdroszczę.
No doprawdy dziwnie nie być w czymś najlepszym.
To znaczy... Owszem, nigdy nie byłem wybitny w niemieckim, ale wypracowania pisałem nienajgorsze i nawet od czasu do czasu moja Lehrerin chwaliła mnie przed klasą za jakąś błyskotliwą myśl. Już wtedy można było dostrzec przebłyski mojego geniuszu, pierwsze fundamenty nurtu, który kiedyś miał zmienić świat. Nie skłamię, jeśli powiem, że jestem na dobrej drodze, by to osiągnąć. W końcu ostatnio udało mi się porwać tłum i zdobyć pierwszych wyznawców mojej nowej religii. A nie dokonałem tego wyłącznie dzięki swojej nieskazitelnej podstawie etycznej, ale przede wszystkim dzięki słowom - wiedziałem, co powiedzieć, by poruszyć usyfione androidowymi emotkami dusze. Wtedy umiałem zmusić ludzi do myślenia, poszerzyć ich horyzonty, powiedzieć im, czego brakuje w ich życiu.
Jednakże sianie propagandy to nie do końca to samo, co pisanie hymnów.
Westchnąłem przeciągle, po czym jeszcze raz przesunąłem wzrokiem po kilku wersach krzywo napisanych na odwrocie listy startowej. No nie, tak nie może być. Co to za hymn bez rymów, bez rytmu? Może i te słowa są najprawdziwszą prawdą, ale nie są efektownie zapakowane. To zupełnie tak, jakbym pozbył się swoich charakterystycznych brwi i bujnej czupryny - niby w środku wciąż byłby tym samym Richie'm, ale jednak już nikt nie zwracałby na mnie uwagi, co więcej - straciłbym szacunek na dzielni.
W zamyśleniu przygryzłem ołówek, w kółko czytając swoje wypociny.
XD, które jesteś celem życia. XD, które pomagasz przetrwać w chwilach, gdy mam ochotę zamordować Wanka za noszenie moich majtasów. XD, które jesteś stanem umysłu.
O Richardzie Freitagu, papieżu nasz, XD-uj się za nami.
Do brwi Freitaga wznosimy wykrzywione w XD mordy.
Delikatnie mówiąc, drugim Goethem to nie zostanę.
Chyba muszę w końcu zaakceptować fakt, że nawet ja nie jestem idealny, przełknąć dumę i poprosić o pomoc. A raczej wyciągnąć asa z ręka. Andreas Wellinger bowiem zna się na tych sprawach. Lubuje się w literaturze, co już taszczy pod pachą opasłą księgę, czasem pisuje wiersze w swym różowym pamiętniczku, swobodnie mówi dziwną staroniemczyzną. Dla niego to bułka z masłem.
Zresztą to, że wymyśliłem ten nurt, nie znaczy, że muszę robić wszystkiego sam. Przecież od czegoś muszą być ci wierni. Nie mogę się przepracowywać. Na co komu zmęczony władca? Muszę oszczędzać swe szare komórki, albowiem zostały stworzone do obmyślania rzeczy większych niż jakiś hymn.
Tak, zdecydowanie zlecę to Wellindze. Pewnie młody się ucieszy, w końcu ktoś doceni jego dryg do poezji. A ja dostanę piękny, rymujący się hymn. Jak to mówią, win-win.
Wybornie!
- Bo ci się mózg zaraz przegrzeje. - Zaśmiał się Severin, siadając obok mnie i zaglądając mi przez ramię. - Co tam piszesz? Zaklęcie, by uciszyć wiatr?
- Coś w tym rodzaju. - Mruknąłem.
Brwi Seva podniosły się.
- Czy to litania do XD?
Doceniam, że próbował zamaskować kpinę w głosie, naprawdę. Jednakże i tak ją usłyszałem.
- No wiesz, nudzi mi się. Trzeba czymś zająć sobie czas, póki nie odwołają tych kwalek.
- Powiem ci, że to nie brzmi dobrze. - Cmoknął Sev, zabierając mi kartkę i uważniej czytając moją twórczość. - Dałbyś to Wellindze do poprawy czy coś. Kiepski z ciebie poeta.
- No co ty nie powiesz. - Przewróciłem oczami. - Uwierz mi, czasami stać mnie na odrobinę samokrytyki.
- No coś podobnego! - Parsknął Freund, szczerząc swe wielkie zęby w wesołym uśmiechu. - Zajmiemy się tym po kwalkach. Gdybyśmy teraz o tym powiedzieli Wellindze, pewnie by dzisiaj nie wystartował.
Spojrzałem na Severina z niedowierzaniem, a moje twarde serce zostało poruszone przez coś podobnego do wzruszenia. O słodkie XD, czy to dzieje się naprawdę?
- Czy ty... chcesz mi pomóc w tworzeniu XDeizmu?
Blondyn zaśmiał się donośnie, klepiąc mnie w ramię.
- Od czegoś ma się przyjaciół, prawda?
Uniosłem zdziwiony brwi, nie wiedząc, czy przypadkiem się nie przesłyszałem. Ten dzień zaczął się tak układać, że przez chwilę widziałem siebie jak zwycięzcę kwalek, mistrza świata w lotach i króla globu.
- Nie dość, że nie śmiejesz się z XDeizmu i chcesz pomóc mi przy hymnie to jeszcze publicznie przyznajesz, że jesteśmy przyjaciółmi. Czy Gwiazdka przyszła w tym roku wcześniej?
Sev wzruszył ramionami z miną niewiniątka.
- Jestem przyjacielem wszystkich, zapomniałeś?
- Ale nie Petera Prevca, badum tss. - Zripostowałem, przypominając sobie o zachwianiu emocjonalnym, jakie ostatnio dotknęła Freunda przez ów słoweńskiego skoczka. Cóż, wtedy nie był taki przyjacielski.
- Twoim już też nie. - Blondyn pokazał mi język, po czym wstał z krzesła i udał się w kierunku stolika zastawionego wodą i przekąskami.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Miło, że wszystko wreszcie zaczęło się układać.

XDXDXD

Jednak wszystko nie szło tak gładko, jak wcześniej myślałem. Po kwalifikacjach, w których osiągnąłem oszałamiająco odległość 197 metrów, marzenie o byciu mistrzem w lotach trochę się ode mnie oddaliło. Aczkolwiek mając na uwadze, że: a) Wellinga skoczył zaledwie 166 metrów; b) kwalifikacje wygrał Fannemel - człowiek niewiele niższy ode mnie, wciąż miałem nadzieje, że w konkursie indywidualnym wszystko się jeszcze odmieni, a ja będę mógł się śmiać ostatni. Nieważne. Teraz najważniejsze jest znalezienie Wellingi i wynegocjowanie, by napisał dla mnie hymn.
Jezusku, to będzie bułka z masłem.
- Uważaj, jak chodzisz. - Fuknął na mnie damski głos. - Och. Mogłam się domyślić, że to ty.
Poprawiłem opaskę, która opadła mi nieco na oczy, i spojrzałem na osobę, którą przez przypadek uderzyłem swoimi nartami. Ines aus Österreich. Jakie to szczęście lubi być zmienne.
Uśmiechnąłem się do kobiety nonszalancko, chwilowo zapominając, że nie powinien uśmiechać się do niej w ten sposób. O rety, jak ona na mnie działała, to ja nawet nie-.
Chyba wpadłem jak śliwka w kompot.
Scheisse.
- Cześć, Ines. Co tam?
Brunetka przewróciła oczyma.
- Czy po każdym spotkaniu z tobą muszę być kontuzjowana? - Burknęła, rozcierając prawy bark. - Jesteś niebezpieczny dla otoczenia.
Zmrużyłem filuternie oczy, śmiejąc się w głos. Przydałoby się jej czymś zaimponować, tylko czym? Raczej nie moimi kwalifikacjami ani nikłą umiejętnością rymowania. No myśl, toporny umyśle, jak poderwać cudowną dziewczynę?
Cóż, recepcjonistka z hotelu całkowicie zmiękła, gdy Wellinga wyrecytował jej Szekspira.
I to jest myśl!
- Ines. - Zacząłem, przeciągając głoski w jej imieniu. - Ta kurtka świetnie na tobie leży, ale jeszcze lepiej wyglądałaby na podłodze w mojej sypialni.
Zaraz...
To raczej nie był Szekspir.
...
O KURWA.
Ines z oburzeniem otworzyła szerzej oczy, a jej usta to otwierały, to zamykały się. Wyglądała tak, jakby brakowało jej słów, choć przy każdym spotkaniu z nią odnosiłem wrażenie, że zawsze wiedziała, co powiedzieć.
- Przepraszam, nie to chciałem powiedzieć. - Wyrzuciłem z siebie nerwowo, czując jak jej spojrzenie ciska we mnie piorunami.
Byłem w poważnych tarapatach.
Teraz to już na pewno nie zechce być moją dziewczyną. Nie żebym chciał się z nią wiązać. Przecież była Austriaczką.
Cholernie atrakcyjną Austriaczką.
Ale wciąż Austriaczką.
- Błagam, powiedz, że się przesłyszałam. - Westchnęła głęboko, przyciskając dłonie do skroni. Chyba próbowała się powstrzymać od urwania mi co nieco. - Jezu, dlaczego sportowcy zawsze okazują się takimi tępymi strzałami, którzy myślą, że żadna laska się im nie oprze?
- Hej, ja taki nie jestem! - Zaoponowałem, krzywiąc się z odrazą. Naprawdę nie jestem sportowcem tego typu. Nie zaciągam fanek do łóżka, nie odpisuję im na Twitterze ani nie ma mnie na Tinderze. Niech, na litość wernerowską, nie wrzuca mnie do jednego worka razem z Norwegami!
- Naprawdę? - Brwi Ines powędrowały do góry, a jej głos aż ociekał kpiną. - I stąd ten tekst, tak? Bo chyba czegoś nie rozumiem, co? Myślę, że moje pierwsze wrażenie o tobie było całkowicie słuszne.
- Wcale nie chciałem cię wtedy przelecieć. - Powiedziałem z desperacją, jednakże żadne moje słowa nie docierały do brunetki.
- Ale przed chwilą tak. Boże, Freitag, jesteś takim burakiem.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chciałem, by wiedziała, że jestem inny niż myśli, że jestem porządny, że nie jestem taki jak pozostali sportowcy. Ale nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wszystko przepadło. Ona mnie nienawidzi. I choć jest to dobre i bezpieczne, wcale nie czułem się z tym fajnie. Wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną sekundą panika coraz bardziej mnie ogarniała, a grunt osuwał mi się spod nóg.
Warum?
- Ines, alles in Ordung? - Gdzieś obok nas zagrzmiał głos Fettnera.
Austriaczka uśmiechnęła się w jego kierunku.
- Jasne. Po prostu ten koleś miał jakiś problem, ale wszystko już sobie wyjaśniliśmy.
Ten koleś???
Czyli jestem dla niej tylko "tym kolesiem", tak?
No jasne, że tak. A czegoś się spodziewał?
Ines podeszła do Fettnera. Manuel posłał mi jeszcze groźne spojrzenie, po czym razem z asystentką swojego trenera odszedł w kierunku busa.
O XD, jakim ja jestem kretynem!
I czy naprawdę wystarczyła tylko jedna, pff, Austriaczka, bym poczuł się tak parszywie? Przecież przed chwilą cały świat był mój, a teraz...? Teraz zostałem zerem, kompletnym przegrywem, samcem, dla którego najbardziej ambitnym celem jest przelecienie dobrej laski.
Czy ja naprawdę taki jestem?
Nie! No pewnie, że nie! Przyświecają mi lepsze idee. Chcę zmienić świat, chcę by był lepszym miejscem. Chcę dać ludziom nadzieję!
I dlatego muszę wyrzucić z myśli jakąśtam kobietą, a zająć się swoim nurtem. Skupić się na tym, co istotne. Tak, to jest dobry plan.
Ponownie zarzuciłem narty na ramię, uważając, by zaś kogoś nimi nie uderzyć. Obrałem kierunek na busa, w którym powinni już siedzieć moi kumple z drużyny, jednakże pojazdu nie było już na parkingu.
Zostawili mnie.
Czy ten dzień może być jeszcze gorszy?

XDXDXD

- Gdzieś ty się podziewałeś? - Rzucił z przekąsem Freund, gdy tylko wszedłem do jego pokoju cały oblany potem. Spacer ze skoczni do hotelu był koszmarny. Musiałem pokonać dobrych kilka kilometrów w mocnych opadach śniegu, z wiatrem wiejącym mi twarz i w zasłonie wstydu, jaka mnie spowiła. Oraz z własnymi myślami.
Przede wszystkim z własnymi myślami.
Dawno nie byłem takim hejterem siebie jak w tym momencie.
- Cóż, trzeba była nie zapominać o mnie i chwilę poczekać, aż przyczłapię się do busa. - Warknąłem z przekąsem, opadając na krzesło.
Nie dość, że superlaska daje ci kosza, to jeszcze twoi """przyjaciele""" o tobie zapominają. Nie ma co, milusio w chuj.
Oj.
Severin machnął lekceważąco ręką.
- Dajże spokój. Tak długo cię nie było, że myśleliśmy, że znalazłeś nowych wyznawców i odprawiałeś jakieś nabożeństwo. Ale... - Rudy zawiesił głos, by zbudować napięcie. - Wellinga pisze dla ciebie hymn i idzie mu rewelacyjnie!
- Och, super. - Mruknąłem bez przekonania, nawet nie spoglądając w kierunku kąta, w którym siedział pochłonięty tworzeniem Andreas. Jakoś nie potrafiłem skupić się na tym, co ważne, bo moje myśli wciąż krążyły wokół tego tematu, wokół którego krążyć nie powinny.
Świętu Walterku, czymże sobie na to zasłużyłem? Miałem takie proste życie wyłącznie poświęcone skokom i XD, a teraz? Teraz nie umiem przestać myśleć o Ines, wspominać jej ironicznego uśmiechu i pięknych, szarych oczu przepełnionych złośliwością.
Dlaczego akurat ona? Dlaczego akurat teraz?
- Richie, co się stało? - Twarz Severina już nie wyglądała na taką szczęśliwą, jak jeszcze chwilę temu. Teraz skoczek był zdezorientowany i zmartwiony. Nerwowo, raz po raz przeczesywał swoje rudo-blond włosy, patrząc na mnie zaniepokojonym wzrokiem.
Westchnąłem głośno, próbując zebrać myśli. Nie wiem, czy powinien być szczery. Ale to moi przyjaciele, komu, jak nie im, mam się zwierzyć?
- Zakochałem się. - Przyznałem z rozpaczą w głosie. W końcu zrozumiałem to oszalałe bicie serce i tą chęć zaimponowania Ines. - W Austriaczce, która pracuje dla teamu Austrii. - Dodałem ponuro.
Zapadła cisza. Nawet Wellinga przerwał pisanie.
- Dlaczego to musiała przytrafić się akurat mnie? - Biadoliłem, zakrywając twarz dłońmi. Naprawdę nie było mi do śmiechu. Chciałem zapaść się pod ziemię, zarówno dlatego, że poczułem coś do wroga, jak i dlatego, że jednocześnie spieprzyłem wszystko po całości.
Właściwie spieprzyłem wszystko, zanim cokolwiek się zaczęło.
To takie... typowe.
Chyba nie jestem królem. Chyba jestem przegrywem.
- Richie... Jesteście trochę jak Romeo i Julia. - Rzekł Wellinga, odkładając no bok gęsie pióro. - To całkiem romantyczne. I pamiętaj, że na końcu wygra prawdziwa miłość.
- Czyli, że się zabiję?
- Eeee... No nie. - Wellinga nie wyglądał na przekonanego.
Ganz egal, Ines i tak mnie nie pokocha, nie będzie żadnej miłości ani romansu stulecia. Bo jestem burakiem.
Jezu.
- Richard, co zrobiłeś? - Severin zrobił surową minę. Przejrzał mnie na wylot, w końcu był moim najlepszym przyjacielem, mimo że układało się między nami różnie.
Próbowałem wyglądać na niewinnego, ale nie miałem sił, by wykrzywić twarz w sztucznym grymasie. Może i w obecności Ines nie zachowałem się jak należy, ale teraz nie będę się wymigiwać od niczego.
Zarumieniłem się po koniuszki włosów.
- Rzuciłem tekstem jak Wank.
Chłopcy wyglądali na przerażonych.
- Że co zrobiłeś? - Wydukał zszokowany Severin. Jego oczy wyglądały jak spodki. - Czyś ty do reszty oszalał?
Wzruszyłem ramionami.
- To i tak bez znaczenia.
- Czyli, że rezygnujesz tylko dlatego, że ona jest Austriaczką?
- No tak. To nie wypali.
- Ale mówiłeś, że się w niej zakochałeś. - Wellinga podrapał się po głowie. Biedny, już zgubił się w toku mojego rozumowania. A niby chciał napisać godny dla XDeizmu hymn.
Wyprostowałem się, podejmując decyzję, której miałem zamiar twardo się trzymać. Żadna Austriaczka nie będzie mi mieszać w głowie.
- Tak szybko jak się zakochałem, się odkocham.
Będę zimny i bezuczuciowy. Będę taki, jak wyobraża sobie Ines. Nie chcę żadnych miłości, bo to wiąże się tylko z dramami i cierpieniem. Lepiej nikogo, oprócz siebie, nie kochać.
Tak, będę kochać siebie i XD, nikogo więcej. Nie obdarzę miłością byle Austriaczki. No szanujmy się.
- Welli, jak mój hymn? - Zagadnąłem młodego, zmieniając temat na coś ważniejszego.
XDeizm to teraz mój priorytet.
Zaraz po - oczywiście - zostaniu mistrzem świata w lotach.


XDXDXDXDXDXD

Co prawda chciałam poczekać z publikacją rozdziału do urodzin pewnego chorego pojebusa, ale stwierdziłam, że i tak kazałam Wam długo czekać, więc ten tydzień sobie już daruję. Wszystkiego najlepszego dla niego i tak dalej, a dla Was sorki za ten czas nieobecności, ale były rzeczy ważniejsze, niestety :(
KC Was bardzo mocno, mam nadzieję, że wiecie!
<3

czwartek, 13 kwietnia 2017

#15




Czasami zastanawiam się, jakie byłoby moje ostatnie życzenie na łożu śmierci. Czy poprosiłbym o włożenie do trumny mojej ulubionej czerwonej opaski czy raczej wolałbym zrobić sobie piękną, ostatnią, mocno przypałową focię? Cóż, w obliczu tego, co wydarzy się za kilka chwil, myślę, że chciałbym po prostu napisać list do ludzi, którzy żyją według tej samej filozofii, co ja - powiedziałbym im, żeby trzymali się XD i nie przejmowali się swoją innością, albowiem i tak wszyscy umrzemy.
A ja pewnie zrobię to prędzej niż później.
Bo wiecie, mój plan pogodzenia się z kumplami był - według mnie - genialny. Ale zaczynam wątpić, czy ziomki będą sądzić tak samo jak ja. Rzadko kiedy doceniają mój geniusz. Zdecydowanie, słuchając moich pomysłów, wolą przewracać oczami, śmiać się ironicznie lub wyzywać mnie od bezmózgich cweli.
- Richie, będzie dobrze. - Wellinga, zauważywszy moje wahanie, poklepał mnie po plecach, po czym sam wziął głęboki oddech i jako pierwszy wszedł do pokoju Wanka i Seva. Nie pozostało mi nic innego niż pójść w jego ślady. Dam radę!
- Wy tu po co? - Przywitał nas turbomiło Andreas. Siedział  na łóżku już przebrany w  piżamkę w dinozaury i czesał włosy swoją nową tangle teezer, którą ostatnio kupił od Kubackiego.
Po drugiej stronie pokoju Sev uniósł wzrok z nad czasopisma, które właśnie czytał. Pewnie też nie był zadowolony z naszych odwiedzin.
Nabrałem powietrza w płuca.
- Przebaczam wam. - Oświadczyłem dobitnie.
- Ty nam przebaczasz? - Zaperzył się Wank.
- Tak. Przebaczam wam to, że zbłądziliście i naraziliście naszą przyjaźń na szwank.
Andi Senior i Severin wpatrywali się we mnie jak Domen w podręcznik od pszyrki, a ich oczy przypominały spodki. Pięknie, czy znowu powiedziałem coś nie tak?
- Richard, co ty znowu wymyśliłeś? - Westchnął z irytacją Freund, po czym odłożył na nocną szafkę gazetę i całkowicie skupił się na mojej osobie.
- Zrozumiałem, że każdy ma prawo popełniać błędy, a że wy korzystacie z tego prawa częściej... To nic. Wybaczam wam. Nie lubię się z wami kłócić i chcę, żebyście znowu byli moimi przyjaciółmi. A na znak mojej sympatii do was przygotowałem niespodziankę...
I wtedy - z idealnym wyczuciem czasu - Conchita zapukała do drzwi. Welli jej otworzył, a Andreasowi i Severinowi kopary opadły z wrażenia. I kto tu jest królem niespodzianek, co?
- Słyszałam, że ktoś tu chce mnie poznać. - Zaświergotała słodko piosenkarka, po czym weszła do pokoju, roztaczając wokół siebie aurę zajebistości i sławy. - Wasz milusi kolega i ten przeuroczy chłopiec zdradzili mi, że jesteście moimi fanami. Mam nadzieję, że nie macie im tego za złe. I że nie przeszkadza wam to, że wybrałam tak późną porę na odwiedziny. - Uśmiechnęła się iście hollywoodzko.
Chłopcy przez chwilę gapili się na nią jak Daniel Andre Tande w swoje kombinezony, po czym zerwali się na równe nogi z entuzjastycznymi zapewnieniami, że Conchita jest bardzo miłym gościem i że cieszą ich jej odwiedziny. Wank zrzucił z krzesła swoje brudne majtasy, po czym zaproponował, by Austriaczka sobie chwilę spoczęła, natomiast Sevi podał jej szklankę wody oraz otworzył paczkę mannerów z limitowej edycji, którą przechowywał na jakąś szczególnie ważną chwilę. Widocznie spotkanie kobiety z brodą zajmuje bardzo wysokie miejsce na freundowej liście szalenie doniosłych chwil, które Rudy zapamięta do końca życia.
- Wiecie. - Zaczęła Conchita, krzyżując nogi. - Doszły mnie plotki, że wasza drużyna przeżywa kryzys. - Piosenkarka cmoknęła z niezadowoleniem. - Nie wiem, czy ja, jako Austriaczka, mogę wam pomagać, ale cóż, jestem ponad wszelkimi podziałami. I chciałam wam tylko powiedzieć, że szkoda życia na bezsensowne kłótnie. Więc przytulcie się, dajcie sobie buzi, cokolwiek i miłujcie się. Okej?
- Noo... - Severin zamyślił się. - W sumie to masz rację. Zresztą zaczyna ciążyć mi ta kłótnia z Richardem.
Wiedziałem, że Sev nie da rady długo się na mnie złościć. W końcu musiał zauważyć dziurę, jaka została w jego życiu po mojej jakże wiele wnoszącej obecności.
- A mi się nudzi, gdy tylko Seva mogę przytulać. - Wyznał szczerze Wank. - Richie, Welli... Zgoda?
Przyznaję, wzruszenie wzięło górę i dlatego w odpowiedzi po prostu rzuciłem się w wankowe ramiona. To samo zrobili Wellinga i Severin, dzięki czemu Andreas Senior cieszył się jak Walter na jury meeting. Wiecie, grupowe przytulasy to coś, co Wanki lubią najbardziej.
- Bajecznie! - Zaklaskała żywo Conchita, po czym opuszkiem palca starła z kącika oka łzę wzruszenia. - Piękny moment!
- Conchito... - Zaczął poważnie Andreas Senior. - Czy podpiszesz mi się na mojej masce do włosów?
- A potem zrobisz sobie z nami zdjęcie? I możemy nawet - Severin posłał mi znaczące spojrzenie - zrobić miny na króla XD. - dodał litościwie. Wiedziałem, ile to go kosztowało, dlatego posłałem mu szeroki uśmiech, w środku ciesząc się jak małe dziecko. Teraz ta chwila była i dla mnie tak szczególna, że mógłbym z tej okazji otworzyć flaszkę wódki, którą dostałem od polskich wyznawców mojej religii.
- Oczywiście. - Zgodziła się Conchita, po czym trzasnęła autograf na ulubionym kosmetyku Wanka i strzeliła sobie z nami zdjęcie.
Tylko dlaczego musiała objąć mnie do tej foty? Czułem się naprawdę nieswojo.
- Nie spinaj się tak. - Szepnęła mi na ucho, na co momentalnie się zaczerwieniłem. Piosenkarka zaśmiała się głośno, po czym pogłaskała mnie po głowie. - Słodziutki, tylko sobie z ciebie żartuję.
Przewróciłem oczami. Mam nadzieję, że moi frajerzy są świadomi tego, jak bardzo się dla nich poświęcam.
- Grüß Gott, niemieckie mordki!!!
Wszyscy byliśmy zaskoczeni, gdy do pokoju wpadł roześmiany Stefan Kraft. Austriak po kolei nas do siebie przytulał (co spodobało się tylko Wankowi), choć miał delikatne problemy z koordynacją i śmierdział jak gorzelnia.
- O, nasze dobro narodowe! - Conchita została przytulona dwa razy mocniej (co zasmuciło Wanka, gdyż jeśli chodzi o przytulasy, Andi jest strasznie zazdrosny). Kraft nabrał powietrza w płuca, po czym zaczął śpiewać Rise like a phoenix, co pewnie usłyszał cały hotel i co spowodowało, że wszystkie okna w budynku powypadały z ram. Dzięki temu pewnie też znalazł Stefana Hayböck, który chwilę po refrenie wszedł do naszego pokoju ze wstydem wypisanym na twarzy.
- Przepraszam was za niego, trochę za bardzo się odstresowywał przed jutrem. - Tłumaczył swojego psiapsie Michael. - Nie wiem, co mu wpadło do głowy.
- Każdy musi kiedyś przejść przez etap bycia Harri'm Olli'm. Nie przejmuj się, to mu minie. - Pocieszył Austriaka Wellinga, aczkolwiek Michael nie wyglądał na przekonanego. Blondyn złapał swego kompana za fraki i razem wyszli nawet się nie żegnając.
Cóż, to było dziwne.
Ale jak już ostatnio wspominałem, Austria jest powalonym krajem, a jej mieszkańcy nie mają równo pod sufitem. Co widać na załączonym obrazku.
- Też będę się zbierać. Cudownie było was poznać. I nie kłóćcie się już. - Conchita uśmiechnęła się szeroko, po czym zaczęła nas po kolei przytulać na pożegnanie. - Ciao, cukiereczku. - Objąwszy mnie, ucałowała mój policzek, po czym jeszcze dodatkowo puściła do mnie oczko.
A ja tylko stałem jak skamieniały, nie wiedząc jak się zachować. Czułem jak rumieńce wpełzają mi na policzki, a za plecami słyszałem jak kumple powstrzymują śmiech.
- Bye! - Wurst pomachała nam jeszcze, po czym wyszła z pokoju. Kiedy tylko zamknęły się za nią drzwi, chłopcy wybuchli głośnym rechotem.
- Cukiereczku! Ty słodziaku! Ajajajjajaj!

XDXDXD

Życie powoli wracało na odpowiednie tory. Miałem z kim rozmawiać nawet na dziwne tematy, Wank znowu mnie przytulał, nawet trener zauważył, że ma o jednego podopiecznego więcej. Tylko Wellinga każdego ranka i każdego wieczoru stawał przed lustrem i przez dobre pół godziny przyglądnął się sobie w lustrze, czujnie wypatrując na swojej twarzy pierwszych oznak dojrzewania. Bałem się tego, co wymyśli tym razem. Był już Welli-buntownik i Welli-filozof. Co będzie następne? Welli-narcyz? Welli-blogerka urodowa?
- Chciałbym już stąd wyjechać. - Rzekł smutnym tonem Andreas Junior, opadając na swoje łóżko.
Zaśmiałem się.
- Czyżby recepcjonistka ci się narzucała?
Wellinga westchnął głośno.
- Niestety miałeś rację. Podobam się kobietom. Ale wiem, że one chcą tylko mojej cnoty. - Ból w jego głosie sprawiał, że aż zrobiło mi się żal tego dzieciaka. - Ottilie nie rozumie poezji w ten sam sposób, co ja. Ona nie chce ze mną interpretować wierszy Schillera ani dyskutować na temat "Iliady". Ona chce... cóż, chce czegoś innego. - Andi ponownie westchnął. - To była najgorsza randka świata.
- Wiesz, na ogół na randkach nie odrabia się zadań z niemieckiego i nie pisze się rozprawek. Kiedyś to zrozumiesz, mój malutki. - Powiedziałem ojcowskim tonem, kiwając przy tym głową w ten ojcowski sposób. Teraz przeraziłem samego siebie. Poważnie, czy dłuższe przebywanie z Wellingą uruchomiło mój instynkt rodzicielski? Jestem za młody na dzieci. Zresztą mając potomka, moje notowania na matrymonialnej giełdzie stanowczą spadną i wszystko, co mi zostanie to niewinne flirty w parku z młodymi matkami, które będę zachwycone facetem samotnie opiekującym się swoim dzieckiem i zabierającym je na spacery.
- Jejku, Richie, gdzie znowu odpłynąłeś? - Wellinga rzucił w moją stronę poduszką. - Czasami naprawdę cię nie rozumiem.
- Wielkich myślicieli nikt nie rozumie za ich życia. - Skwitowałem. - Idę się przewietrzyć. - Ubrałem kurtkę, buty i czapkę, po czym wyszedłem z pokoju i skierowałem swoje kroki ku windzie. Chciałem pobyć przez chwilę sam i pozbyć się z głowy głupich myśli. Doprawdy nie wiem, co ostatnio się ze mną dzieje, ale nie jest to nic przyjemnego. Czuję się jak sentymentalna buła, jakbym był jakimś rozmemłanym typem, a przecież nie ma nikogo gorszego od rozmemłanego typa. Facet musi mieć charakter, musi czymś się odznaczać, wyróżniać się z całej masy rozmemłanych typów.
Czy ja tracę swoje wewnętrzne XD?
Czy ja zaczynam odczuwać normalne potrzeby zwykłych ludzi takie jak rodzicielstwo? Czy to pora się ustatkować?
Nigdy nie przypuszczałem, że takie myśli przejdą kiedykolwiek przez moją głowę. Koniec świata jest już blisko.
- O nie. - Gdy wszedłem do windy, ciche syknięcie przywołało mnie do rzeczywistości. W kabinie znajdowała się młoda kobieta, która najwidoczniej nie była zadowolona z mojego towarzystwa. Dlaczego? Pewnie miała nierówno pod sufitem. Nie widzę innego powodu, przecież jestem wspaniałym kompanem. A poza tym kontemplacja nad moją urodziwą twarzą to idealny sposób na zabicie czasu podczas takiej podróży windą.
Hmm. Uniosłem nieznacznie brwi, przyglądając się dziewczynie. Miała krótkie, czarne włosy i jasną cerę, na której widocznie odznaczało się kilka uroczych piegów. Błysk gniewu w jej szarych oczach wydawał się natomiast być znajomy i byłem niemalże pewien, że już kiedyś ktoś patrzył się na mnie w identyczny sposób. Tylko w jakiej sytuacji?
Zaraz. Czy to... niemożliwe!
- Już cię kiedyś wkurzyłem, prawda? - Zapytałem prosto z mostu, na co brunetka parsknęła ostentacyjnie, po czym wywróciła oczami. Cóż, była bardzo wkurzona.
A z wkurwem było jej wyjątkowo do twarzy.
Aż mi serce mocniej zabiło.
- Bawiąc się w żigolaka, prawie złamałeś mi rękę. W Bischo. Po finale TCS-u.
- Aaa, to ty. Cześć. - Wyszczerzyłem zęby, niemal od razu besztając się w myślach za swoją infantylną odpowiedź. Musiałem zabrzmieć jakbym faktycznie był pewnym siebie, zimnym dupkiem łamiącym kobietom serca.
W tym przypadku kości.
- Jak ramię? - Zagadnąłem, przybierając zatroskany wyraz twarzy i próbując zmyć niekorzystne pierwsze wrażenie.
W odpowiedzi brunetka, jak można było się spodziewać, prychnęła.
- W porządku.
- Cieszę się.
Dialog życia. Ciekawe, czy za każdym razem będzie mi odpowiadać z tak potężną dawką gniewu. W końcu przecież nic takiego jej nie zrobiłem, prawda?
A może jednak?
- Słuchaj, wcale nie chciałem się wtedy z tobą przespać. - Rzekłem dość nieporadnym tonem. Nie wiem czemu, ale jakaś część mnie pragnęła, by kobieta mnie, cóż, polubiła. - Nie chodzi o to, że jesteś nieatrakcyjna, bo jesteś piękna, ale wtedy Apoloniusz Tajner kazał mi poderwać inną dziewczynę, tylko stchórzyłem i uciekłem, i wtedy na ciebie wpadłem, a Apollo zaczął wygadywać jakieś bzdury. Ale ja taki nie jestem. W sensie nie wyrywam na imprezach lasek, nie zaciągam ich do łóżek, nie wykorzystuję ich. Nie wiem, co mi wtedy odbiło. Wirklich. Chwilowe zaćmienie mózgu.
Dziewczyna patrzyła na mnie z uniesionymi brwiami, z trudem próbując nie parsknąć śmiechem.
- Po pierwsze, nie pogrążaj się. Po drugie, chyba cały czas masz zaćmiony mózg.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale nie potrafiłem znaleźć żadnych odpowiednich słów. I gdy tak stałem z otwartymi ustami, przeszukując w duchu swój ogromny zasób słów, winda się zatrzymała, coś piknęło i drzwi się otworzyły, a brunetka wyszła z kabiny. Poszedłem za nią, bo przecież nie mogłem znowu pozwolić jej odejść. Najchętniej spędziłbym z nią już wieczność, razem wychowując piątkę dzieci i prowadząc Ferienhaus Freitag.
Kurde, co?
CO?
Mózgu, hamuj piętą.
Słowo daję, przedawkowałem Welingę.
- Hej, ale powiesz mi chociaż jak masz na imię?
Brunetka odwróciła się w moją stronę i raczej nie była zadowolona z tego, że przyczepiłem się do niej jak rzep psiego ogona. Cóż, może jeszcze nie poczuła tego dzikiego szczebiotania motyli w brzuchu, ale jestem pewien, że to tylko kwestia czasu.
- Ale dasz mi święty spokój?
Pokiwałem gorliwie głową, krzyżując za plecami palce. Chyba ją pogięło, jeśli myśli, że jej odpuszczę. Przecież jest dziesięć na dziesięć!
- Ines. - Podała mi rękę, którą ochoczo uścisnąłem.
Jejku, co to za dreszcz?
- Richard.
- Miło. A teraz pozwól, że pójdę trochę popracować. - Ines kiwnęła głową w stronę grupy austriackich skoczków tłoczących się na korytarzu.
Ze zdziwieniem uniosłem brwi.
- Pracujesz w austriackim sztabie?
- Genau. Jestem asystentką Kuttina.
Och, więc sprawa jej okropnego akcentu się rozwiązała.
- Więc jesteś...
- Austriaczką? Tak. - Ines wywróciła oczami. - Cześć. - Posłała mi ironiczny uśmiech, odwróciła się na pięcie i podeszła do skoczków.
A ja poczułem się, jak przekuty balon. Kiedy wreszcie spotykam kobietę, która mogłaby zawrócić mi w głowie, ona okazuje się być Austriaczką. Wunderbar. Pamiętacie, co pomyślałem, gdy tylko wszedłem do windy? Tak, że brunetka najpewniej ma nierówno pod sufitem. Co tylko potwierdza moją teorię dotyczącą ludzi z Austrii.
A ja bardzo bym nie chciał polubić kogoś tak pochrzanionego.
Słyszysz, serce, możesz przestać bić tak szybko.


XDXDXDXDXD

Po pierwsze gratuluję tym, którzy nie wystraszyli się Riczów z nagłówka i w pośpiechu nie wyłączyli przeglądarki albo nie wyrzucili komputera za okno, tylko dzielnie przewinęli dalej i przeczytali rozdział. Twardziele z Was!
Po drugie życzę Wam mile i spokojnie spędzonych świąt, żeby zajączek był hojny, zdrówko dopisywało, uśmiech nie schodził z twarzy, a cierpliwości zawsze było sporo. Żebyście śladem Ricza potrafiły czerpać radość z prawie każdej życiowej sytuacji - nawet jeśli przyrżniecie o coś głową. Bądźcie urocze jak Wellinga, miejcie zdrowe włosy jak Wank, czasem dajcie się ponieść szaleństwu tak jak Sevi kadarce. KC bardzo!
No i oczywiście niech XD będzie z Wami!
Wesołych Świąt!


środa, 15 marca 2017

#14



Austria to dziwny kraj.
Niech Was nie zwiodą piękne widoki, cudowna Bergisel i pyszny Wiener Schnitzel, wszakże Austria to kraj, w którym urodzili się Adolf Hitler, Manuel Fettner i Conchita Wurst. Kraj, który kocha wiewiórki szablozębne, skaczące świnie i baby z brodą. Ogarniacie? Bo ja nie.
Ale ludzie i tak powiedzą, że to ja jestem dziwny.
Cóż, więc sytuacja wygląda tak, że znowu jesteśmy w Austrii, a dokładnie w Bad Mitterndorf, gdzie odbędą się Mistrzostwa Świata w Lotach. Właśnie trwa ceremonia otwarcia, Conchita biega po scenie i śpiewa (no wiecie, atrakcja wieczoru), a moja drużyna wciąż jest na mnie obrażona za to ostatnie Bischo. Dosłownie traktują mnie jak powietrze, nawet trener! Za to zdobyłem nowego przyjaciela - Apoloniusz Tajner, mijając mnie przed dziesięcioma minutami, puścił do mnie oczko i uśmiechnął się konspiracyjnie. Chyba wybaczył mi, iż nie wykorzystałem jego rad dotyczących podrywu i uznał, że nadal możemy się kumplować. W normalnej sytuacji pewnie odwróciłbym wzrok w drugą stronę i olałbym bossa polskich skoków, ale teraz, gdy każdy się ode mnie odwrócił, muszę zadbać o to, by mieć jakiekolwiek sojusznika. Tak na wszelki wypadek. Zawsze istnieje możliwość, że gniew Schustera osiągnie apogeum i trener wyjebie mnie z drużyny. Ale ja będę mieć wtedy plan B i przyjaciela Apoloniusza, który przyjmie mnie z otwartymi ramionami i włączy do polskiej kadry. Dziwnie będzie być Polakiem i zamiast piwa woleć wódkę, ale jeśli życie mnie do tego zmusi to cóż, przyjmę to na klatę.
W każdym razie, póki jeszcze mogę nosić kurtkę z przyszytym na ramieniu niemieckim godłem, muszę stać razem z niemieckim teamem i słuchać ich rozmów na temat Conchity Wurst. Oczywiście sam się nie odzywam, jakiekolwiek moje słowo jest ignorowane i muszę przyznać, zaczynam miewać stany, o których wciąż z pasją nawija Wellinga. Alienacja, niezrozumienie, samotność w tłumie i inne takie. Żebym tylko z tego wszystkiego nie zaczął pisać wierszy czy rozpraw filozoficznych, bo wtedy to już sam siebie musiałbym ignorować, a to pewnie skończyłoby się jakimś rozdwojeniem jaźni.
Trudne nastały czasy, ale muszę stawić im czoła. Może kumple niedługo się złamią, bo przecież ja ich nie będę przepraszać. Niby za co? Za to, że się nie załamałem po TCS i poszedłem w melanż bez nich i mimo zakazu Wernera? Za to, że nie wykazałem współczucia łysiejącemu Wankowi i nie podałem chusteczki roniącemu łzy Wellindze? Za to, że uraziły mnie szyderstwa Freunda dotyczące XDeizmu?
Ale przecież to i tak ja zawiniłem.
Okej, muszę ogarnąć dupę, bo zaczynam brzmieć jak Richard Freitag męczennik skoków.
- Wiem, że nie powinienem tego mówić, ale ta Conchita ma lepsze nogi niż moja dziewczyna. - Powiedział Wank z konsternacją na ryju (jeżu, jak wyłączyć tryb hejtera?). - Ej, ona jest w ogóle facetem czy babą?
- Zaglądnij jej pod spódniczkę i się dowiedz. - Zaśmiał się Freund.
- Ona jest super! Albo on! - Zawołał z entuzjazmem Welli. Któż wie, przez jaką fazę teraz przechodzi.
Wtem Conchita zakończyła swój występ, zgarnęła gromkie brawa i zeszła ze sceny,  gdzie została otoczona przez spory tłum. Oczywiście wśród tego zbiegowiska nie mogło zabraknąć skoczków, którzy z pasją na twarzy próbowali docisnąć się jak najbliżej niej.
- Co robisz, że masz takie ładne włosy? - Zapytał głośno Dawid Kubacki, z nadzieją patrząc na brunetkę (bruneta?). Pewnie chciał, by piosenkarka pomogła mu rozkręcić jego biznes włosomaniaczki.
- Co robisz, że masz zarost? - Zaraz rzucił z desperacją Wellinga, czym przykuł oczy zebranych.
Cóż, już wiemy, jaki jest największy kompleks Andi'ego. A ja naiwny myślałem, że interesuje go tylko sfera duchowa, a wszelkie aspekty fizyczne schodzą u niego na bardzo odległy plan.
Conchita tylko zaśmiała się wdzięcznie, po czym przy pomocy ochroniarzy przedarła się przez tłum, zostawiając chłopaków bez odpowiedzi na te ważne pytania.
- Co robisz, że masz zarost? - Przedrzeźniał Welli'ego Wanki, chowając twarz w dłoniach. - Ty deklu! Przez twoje durne pytanie zwiała i nie mogliśmy z nią pogadać!
- Wyluzuj. - Przewróciłem oczami. - Przecież nie jest żadnym ósmym cudem świata, a Welli jest po prostu bardzo ciekawski, no wiesz, takie są dzieci. - Próbowałem hamować Andreasa Seniora, gdyż w patrzałkach Andreasa Juniora dostrzegłem łzy. Przecież to taki wrażliwi chłopiec, wystarczy, że Conchita go olała, Wank nie musi go dodatkowo dręczyć.
Jejku, kiedy zrobiłem się taki troskliwy?
- Pytał się ciebie ktoś o zdanie? - Warknął Wank i mam na myśli, że naprawdę warknął. Jak pies. Taki buldog co najmniej. - Przecież nie gadasz z nami.
- To wy nie gadacie ze mną. - Burknąłem, krzyżując na piersiach ramiona.
- Bo chciałeś, żebyśmy ci dali święty spokój. - Odparował.
Rzuciłem mu chłodne spojrzenie. Buzował we mnie gniew, ale jednocześnie było mi tak cholernie smutno. Sami rozumiecie, Wank był moim najlepszym kumplem, mieliśmy tyle wspólnych wspomnień, tyle dzieliliśmy tajemnic, a on to wszystko przekreślił.
I pomyśleć, że oddawałem mu moje zapasy Nudossi.
- Chodź, Wellinga, zrobimy ci ciepłe kakałko, włączymy Krecika, a potem poczytam ci Sokratesa na dobranoc. Po łacinie. - Zwróciłem się do Welli'ego, choć mój wzrok nadal był utkwiony w Wanku. Szach mat, frajerze. Ciekawe, kogo teraz będzie wolał Andi Junior.
- Pierwszorzędnie! - Wellinga wzniósł do góry ręce. - Ty przynajmniej nie kaleczysz łaciny tak jak Sevi. - Rozpromienił się, po czym rzucił mi się na szyję. W sumie to było całkiem miłe, ale oczywiście nie powiem tego głośno.
- No, już dobrze. - Odkleiłem go od siebie. - Nie zamieniaj się w Wanka. Na dobre ci to nie wyjdzie.
Wank prychnął i odwrócił się do nas plecami. Cóż, choć wygrałem tę bitwę, czułem się jak przegryw.

XDXDXD

- Scio me nihil scire, Wellingo - rzekłem za Sokratesem po skończonej lekturze, po czym odłożyłem książkę na szafkę i szczelniej opatuliłem Andi'ego kołderką. Przez chwilę walczyłem z ojcowskim odruchem ucałowania chłopca w czoło, ale na szczęście się powstrzymałem. Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Czy to obudził się we mnie rodzicielki instynkt czy tak bardzo tęsknię za przyjaciółmi, że troszczę się pilnie o tego, który mi pozostał?
- Dlaczego jesteś smutny, Richie? - Zapytał sennie Welli. W gruncie rzeczy był dobrym chłopcem, więc nie wiem, dlaczego tak często po nim jechaliśmy.
Westchnąłem głośno, wygładzając fałdę na kołdrze blondyna.
- To wszystko mnie przerasta, wiesz? - Zacząłem łagodnie. - Brakuje mi chłopaków.
- Oni ostatnio są okropni. - Poskarżył się Wellinga. - Śmieją się z moich wierszy jeszcze głośniej niż dotychczas i każą mi nosić swoje narty. Myślę, że to przez to, że im ciebie też brakuje. Tylko nie wiedzą, jak to powiedzieć.
Czy powinienem się złamać i wyciągnąć pierwszy rękę? Przełknąć dumę i przeprosić? Wypiąć się na własne zasady i odzyskać przyjaciół?
- Teraz pewnie będą jeszcze gorsi. Przez to, że przeze mnie uciekła Conchita. - W oczach małolata pojawiły się łzy, a jego usta zaczęły niebezpiecznie drżeć.
Poklepałem chłopaka po policzku, czując jak zaczyna mi się rozjaśniać w głowie. Trybiki poszły w ruch, a diaboliczny pomysł z sekundy na sekundę coraz bardziej się krystalizował. Bingo! Jeszcze nie wszystko stracone!
- Richie?
- Mam plan! - Krzyknąłem rezolutnie. - Znowu nas pokochają, gdy przyprowadzimy do nich Conchitę.
Wellinga wyglądał na nieprzekonanego.
- Ale jak chcesz to zrobić?
W odpowiedzi tylko uśmiechnąłem się przebiegle.

XDXDXD

Staram się być dobrze poinformowany w różnych dziedzinach, bo, jak mawia mój Vater, nigdy nie wiadomo, co kiedy się przyda. Dlatego wiedziałem, że dzisiejszą noc Conchita miała spędzić w hotelu, w którym nocowaliśmy i my. Jedyną niewiadomą pozostawał numer pokoju, ale to tylko kwestia czasu, aż to rozkminię. Przysięgam, znajdę ją, choćbym miał pukać do każdych drzwi po kolei.
Ale to był plan B.
Plan A natomiast miał twarz, do której wzdychała połowa nastolatek spod skoczni.
- Naprawdę muszę to robić? - Welli z niepewną miną poprawił swoją odświętną, białą koszulę, którą spakowała mu Frau Wellinga na wypadek, gdyby jej syn został mistrzem świata w lotach. - To idiotyczne.
- Nie marudź. I dlaczego zapiąłeś się jak zakonnica po samą szyję? - Odpiąłem mu kilka górnych guzików koszuli, zmierzwiłem włosy i strzepnąłem niewidzialny pyłek z jego ramienia. Wyglądał świetnie, a co ważniejsze dojrzalej. Zupełnie nie jak dzieciuch, którym był.
- Dlaczego to ty nie możesz tego zrobić? - Andreas buntowniczo skrzyżował ręce na piersiach.
Aż syknąłem z przejęcia. Jeszcze pognie swoją koszulę i czar pryśnie!
Wywróciłem oczami.
- Też tego nie rozumiem, ale większość kobiet bardziej wodzi oczami za tobą niż za mną. - Przyznałem. - Recepcjonistka na pewno ci się nie oprze.
Chłopak zaczerwienił się po koniuszki włosów. Nerwowo przeczesał swoje włosy, po czym wziął uspokajający oddech. Jego dłonie drżały.
- Ale to ty lepiej znasz się na kobietach. Ja nigdy nawet nie flirtowałem!
- Będziesz świetny, tylko pamiętaj o radach Apollach, o których ci mówiłem. - Przykazałem mu, po czym zacząłem wypychać go w stronę recepcji. - No dalej, Wellinga. Potrafisz być czarujący, przecież wszyscy to wiemy. Laska będzie miała kisiel w gaciach.
Andreas obdarzył mnie pełnym niezrozumienia spojrzeniem.
Zaśmiałem się.
- Będzie tobą zachwycona. Idź.
I popchnąłem go niemal na środek recepcji, po czym sam schowałem się za filarem i nastawiłem uszów.
Wellinga chrząknął, a młoda recepcjonista uniosła wzrok znad komputera i obdarzyła blondyna miłym uśmiechem.
- Pomóc w czymś?
Policzki chłopaka znowu zapłonęły. Nonszalancko (jak na swoje standardy) podszedł do biurka i oparł się o blat. Jasne, próbował być wyluzowany i odrobinę arogancki, ale mimo wszystko wyglądał jakby połknął kija.
Nieśmiało uniósł wzrok na kobietę, po czym uśmiechnął się szeroko. Blondynka na chwilę znieruchomiała, a jej twarz zaraz oblał rumieniec. Ha, wiedziałem, że właśnie tak zareaguje na Wellingę.
Ten gówniarz jest taki nieświadomy daru, jaki w sobie nosi.
- Właściwie to tak. - Odparł Welli. O Walterze słodki, dostał szczękościsku czy co? Jego uśmiech zaczyna być creepy.
Ale na szczęście ta recepcjonistka jest tak zachwycona chłopakiem, że nawet tego nie dostrzega.
- Pani... Ottilie. - Przeczytał jej imię z plakietki przypiętej do jej uniformu. - Mogę mówić pani po imieniu?
Ottilie zachichotała.
- Jasne. Przynajmniej póki moje szefostwo się nie dowie. - Puściła mu oczko, przez co z kolei zarumienił się skoczek.
- Jestem Andreas. - Podał jej dłoń. - Może wiesz. - Dodał niepewnie.
W sumie obserwowanie podrywu Wellingi było zabawnym doświadczeniem. Szkoda tylko, że jego błędy w tej sytuacji nie śmieszyły, a jedynie wprawiały w drżenie serca. Jeden zły ruch i wszystko przepadnie.
- Pewnie. - Blondynka znowu zachichotała, po czym zaczęła nawijać długie kosmyki włosów na palec.
- Ottilie. - Andi błysnął uśmiechem. - Ta bluzka świetnie na tobie leży, ale jeszcze lepiej wyglądałaby na podłodze w mojej sypialni. - Wypalił.
Kobieta momentalnie się wyprostowała i spiorunowała blondyna wzrokiem, a ja aż palnąłem się otwartą dłonią w twarz. Czy on w tej głowie ma cokolwiek mózgopodobnego? Czy on chce wszystko popsuć?
AAAAA!
UGRRRR!
SCHEISSE!
Jednak to ja mogłem iść spróbować ją wyrwać.
- To znaczy... - Wellinga chrząknął, po czym uśmiechnął się i pewien siebie spojrzał na Ottilie z dozą zuchwalstwa. - Tak zapewne powiedziałby każdy przeciętny mężczyzna. Ja jednak chcę powiedzieć, że... - Blondyn nachylił się ku dziewczynie i, zaglądając w jej zagniewane oczy, złapał delikatnie jej dłoń. - Lecz choćby jej oczy były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy.
O w dupę.
Teraz pojechał.
Aż nie wiem, jak to skomentować.
Ale najważniejsze, że twarz Ottilie się rozpromieniła i przysięgam, jej oczy wyglądały jak dwa serduszka.
- Czy ty recytujesz mi Szekspira? - Zapytała, prawie tracąc oddech. Przepadła. Całkowicie.
Andi zaśmiał się pod nosem.
- Wypij ze mną jutro kawę, a chętnie ci jeszcze porecytuję. - Posłał jej łobuzerski uśmiech. Coraz lepiej zaczynał sobie radzić z bajerowaniem kobiety.
Note to self: dziewczyny lecą na mieszankę bad boy'a, poety i uroczego chłopca. Dobrze wiedzieć.
Może jednak powinien podebrać Andi'emu jedną z jego książek i nauczyć się kilku wierszyków. Tak prowizorycznie.
Jejku, ja tu gadu-gadu, a Wellinga przechodzi do rzeczy.
- Wiesz, Ottilie... Nie kryjąc, bardzo zależałoby mi na jednej drobnej informacji. - Wciąż gładził jej dłoń, a dziewczyna trzepotała rzęsami jak szalona. - Byłbym bardzo rady, gdybyś zdradziła mi, w którym pokoju jest zameldowana Conchita Wurst.
Twarz dziewczyny przeciął grymas.
- Niestety nie mogę udzielać ta...
- Ciii.... - Welli przyłożył do jej ust palec, uciszając ją. - To będzie taka nasza mała tajemnica. Ottilie, proszę.
Cóż, dziewczyna przez chwilę naprawdę ze sobą walczyła, ale w końcu okazała się być bezsilna wobec uroku Andreasa. Welli wrócił do mnie z szerokim uśmiechem na ustach, mając na kartce nie tylko numer pokoju Conchity, ale również telefonu Ottilie.
- Udało się! - Przybił ze mną piątkę. - Ale następnym razem to ty będziesz zdobywać serca niewiast. To jest straszne. I nieuczciwie. Musiałem ją oszukać! Teraz przez tydzień będę musiał żyć o chlebie i wodzie, by wynagrodzić Bozi me grzechy.
- Nie zapomnij o jutrzejszej randce z Ottilie. - Śmiejąc się, puściłem mu oczko, po czym ruszyłem na piąte piętro.
Wellingę jakby zamurowało. Przez chwilę stał w miejscu, ale w końcu postanowił do mnie dołączyć.
- Mogę odwołać spotkanie? Powiedzieć, że trener mi zakazał? Ale wtedy ją okłamię... Na Seneke, w co ja się wpakowałem. - Panikował blondyn.
Urocza jest ta jego niewinność.
- Tak na marginesie... Skąd wytrzasnąłeś ten tekst z bluzką? - Wywróciłem oczami. - Masz szczęście, że laska była fanką Szekspira.
Andi zarumienił się.
- Wanki tak mówi do dziewczyn.
- I dlatego żadnych nie wyrywa. - Prychnąłem. - Chyba lepiej mówić do nich wierszem niż lecieć takimi tekstami.
- Zapamiętam. Tak na przyszłość. Kiedyś w końcu będę musiał się zakochać i szczerze flirtować, prawda? Po to, by przeżyć romans stulecia i zostać ze złamanym sercem, które pozwoli napisać mi dzieło życia.
Zerknąłem na niego z ukosa. Jednocześnie kocham i nienawidzę, kiedy włącza mu się ta faza nieszczęśliwego twórcy.
- Optymista z ciebie. - Skwitowałem.
- Wiem, powinien poczytać weselsze książki. Następnym razem przeczytasz mi na dobranoc fraszki Kochanowskiego?
- Jasne. Byle nie w oryginale. O, pokój Conchity.
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, za którymi - według naszych ustaleń - odpoczywała austriacka gwiazda. Miałem nadzieję, iż mimo późnej pory, nie będzie miała nam za złe odwiedzin, co więcej, że wzruszy ją nasza opowieść i pomoże nam odzyskać kumpli.
Zawsze lepiej wierzyć w szklankę do połowy pełną.
Wziąłem głęboki oddech, po czym trzykrotnie uderzyłem zaciśniętą pięścią w drzwi. Sekundy dłużyły się niemiłosiernie, ale w końcu usłyszeliśmy charakterystyczne szuranie kapci. Drzwi się otworzyły, a my ujrzeliśmy Conchitę w szlafroku i z maseczką na twarzy. Uśmiechnąłem się szeroko, dyskretnie trącając Welli'ego, by dać mu znak, aby poszedł w moje ślady i również obdarzył piosenkarkę radosnym uśmiechem. Gwiazda przez chwilę lustrowała nas wzrokiem, po czym cała wręcz rozjaśniała. Złapała Wellingę za policzki tak jak to robią wyłącznie nadopiekuńcze i ciekawskie ciocie, i zaczęła wręcz rozpływać się nad blondynem.
- Jaki uroczy chłopiec, o matulu. - Zaświergotała. - Słodziutki jak miód.
Andi uśmiechnął się z przymusem. W tym momencie chyba przestał być jej fanem.
- Chwila, czy to nie ty pytałeś się mnie dzisiaj o zarost? - Zaśmiała się, puszczając twarz Wellingi, po czym gestem pozwoliła nam wejść dalej. - Jesteś totalnie cute. Jak cię nazywają, skarbeńku?
- Anandreas. - Wydukał najwyraźniej zszokowany.
- Nie przejmuj się, Andreasie, jeszcze też będziesz mieć taką brodę. - Pocieszyła go. - A ty? - Zwróciła się w moim kierunku, patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem.
Trochę się zakłopotałem.
- Nie planuję na razie zapuszczać brody. - Odparłem, przestępując z nogi na nogę.
Conchita zaśmiała się głośno.
- Uroczy. Chodziło mi o twoje imię.
- Richard.
- I przyszliście, bo...?
Wziąłem głęboki oddech.
- Ostatnio pokłóciliśmy się chłopakami z drużyny i pomyśleliśmy, że jeśli przyprowadzimy cię do nich i, no nie wiem, porobisz sobie z nimi zdjęcia, oni będę szczęśliwi i się z nami pogodzą.
Piosenkarka uniosła brwi.
- A nie łatwiej ich przeprosić?
- Mamy rozmach. - Wtrącił niepewnie Welli. - Uwielbiają cię.
- Niby dlaczego miałabym wam pomóc? - Conchita wywróciła oczami, po czym usiadła na krześle, zakładając nogę na nogę. Z jednej strony wydawała się być bardzo miła (w końcu wpuściła nas do środka i nie patrzyła na nas jak na debili), ale z drugiej czuć było wokół niej aurę niesamowitości.
- Bo masz dobre serce? - Podpowiedziałem. - I nie potrafisz oprzeć się błagającym oczkom tego rozkoszniaka? - Szturchnąłem Wellingę w ramię.
- Och, ty też masz słodki uśmiech, przystojniaku. - Rzuciła piosenkarka, na co momentalnie się zaczerwieniłem. Cóż, tego się nie spodziewałem. - Z chęcią bym się z tobą umówiła, gdyby nie fakt, że rano wyjeżdżam. - Dodała ze szczerą troską.
Aż się zakrztusiłem własną śliną. Co do choinki...?
- Richie też z chęcią by się z tobą umówił. - Przytaknął Welli, za co miałem ochotę spalić jego wszystkie ulubione książki. - Ale nie przejmuj się, możecie spędzić dzisiaj trochę czasu razem, wystarczy, że przyjdziesz do nas i chłopaków. - Uniósł pytająco brew.
A to spryciuch. Muszę pamiętać, by go potem pochwalić za to cwane zagranie, choć nie podoba mi się, że użył mnie, jako karty przetargowej.
Bo niby co? Randka z Conchitą? Czy mi naprawdę aż tak zależy na przyjaźni z moimi drużynowymi psycholami?
Najwyraźniej.
- W takim razie, okej. Pozwólcie tylko, że zmyję maseczkę i przebiorę się w coś stosowniejszego i zaraz do was zejdę.
To chyba nie dzieje się naprawdę.
Ale najważniejsze, że się udało.


XDXDXDXDXDXDXD

wracam, niosąc ze sobą najdłuższy rozdział w historii psycholi
fajnie było znowu być Riczem! :D